Browarnicy

Jak odpowiedzialnie degustować i opowiadać o piwie na eventach firmowych

Poniżej w artykule zamieszczam transkrypcję prelekcji o organizacji eventów alkoholowych, którą miałem przyjemność wygłosić 10 stycznia na scenie Visual Europe Forum Branży Eventowej 2024.

Dzień Dobry. I od razu składam podziękowania organizatorom Forum Branży Eventowej. Dziękuję Pani Agnieszce za zaproszenie na to wydarzenie, za możliwość aranżacji stanowiska Browarnicy oraz zgodę na wejście na tę scenę. Bo to wejście na scenę wcale nie było takie pewne, takie oczywiste.

To wejście to był taki mały krok dla człowieka, lecz dla gościa, który ma opowiadać o piwie, o alkoholu – to był skok ogromny. Po tym co działo się w poprzednim roku to był skok wręcz bardzo ogromny.

Dlaczego?

Od 20 lat prowadzę pokazy piwne, kursy kiperskie, warsztaty warzenia piwa. Czasami pojawi się prośba o prelekcję na temat dymnych whisky czy miodów pitnych.

W grupie docelowej znajdują się wszyscy. Rzecz jasna, poza osobami nieletnimi. Budowlańcy, handlowcy, kelnerzy czy korporacje. Emeryci i emerytki. Poważnie. Miałem ostatnio niesamowite spotkanie z seniorami w Centrum Integracji Międzypokoleniowej w Chorzowie.

Kiedyś na warsztaty warzenia zapisał się nawet klub abstynenta. I to w sierpniu, w miesiącu trzeźwości. Uwarzonego piwa oczywiście nikt nie pił. Nie tylko klubowicze tego nie pili. Ja również nie miałem ochoty na ten trunek. Abstynenci z premedytacją zainfekowali fermentację, więc powstało kwaśne piwo o aromacie siarkowodoru, czyli jajka. Taki abstynencki trolling. Ale zabawa była przednia. Tak miał ten event wyglądać i… pachnieć.

A raczej nie pachnieć.

Ta sielankowa eventowa przygoda została w pewnym momencie przerwana i wcale nie mam na myśli pandemii z całym pakietem lockdownów.

To był zwykły mail od przedstawiciela agencji.

Treść maila brzmiała następująco: „W ostatnim czasie w firmie wszedł zapis ograniczający ilość alkoholu na wydarzeniach, więc musimy zrezygnować z pokazów piwnych”.

Nie powiem. Było mi smutno. Byłem smutny jak drożdże bez cukru. Wyglądałem jak odgazowane piwo.

Sytuacja z tą imprezą była o tyle dziwna, że miałem poprowadzić jedynie warsztaty warzenia, czyli pokaz kulinarny. Proponowałem nawet prelekcję o zagrożeniach związanych z nadmierną konsumpcją alkoholu.

Nic z tego.

Uważam, że to był przykład karykatury ESG, a przede wszystkim tej drugiej litery w skrócie, czyli S, czyli społecznej odpowiedzialności. Mam na myśli to, że jakaś osoba decyzyjna postanowiła być bardziej papieska od papieża i rozpocząć proces wylewania dziecka z kąpielą.

Ta osoba mogłaby się oburzyć, że to nie był proces „wylewania dziecka z kąpielą”, a proces „wylewania piwowara z piwem”, bo sorry, ale rozmawiamy o imprezie dla dorosłych – pewne wyrazy kasujemy z automatu, nawet w związkach frazeologicznych.

„Cancel Culture”.

Dobrze wiemy, że to utopia. To tak nie działa.

Przykładem jest impreza firmowa, na której nie mogłem się pojawić, bo w firmie wszedł zapis ograniczający atrakcje alkoholowe.

Otóż na tę imprezę zaproszony był jeszcze mój asystent od fotobudki. Pojechał, wrócił i co?

Chłop w szoku był.

Pracownicy przynieśli sobie na tę imprezę tani alkohol w plecakach. Choć event miał być bezalkoholowy, to zakończył się przed czasem z powodu niewłaściwego zachowania gości.

Chłop w szoku był.

Ale ja nie.

20 lat temu studiowałem Amerykanistykę i naturalnie interesowałem się amerykańskim piwowarstwem oraz prohibicją. Pijacki incydent na bezalkoholowym evencie przypomina mi właśnie okres prohibicji w Stanach Zjednoczonych.

Historia lubi się powtarzać. Również w skali mikro – na eventach.

W XIX wieku Liga Antysalonowa i pietystyczne nurty chrześcijaństwa uważały, że prohibicja wprowadzi ład społeczny.

Aktywiści osiągnęli swój cel. 105 lat temu wprowadzono prohibicję w Stanach Zjednoczonych i od razu po wprowadzeniu prohibicji nastąpił rozkwit podziemnego handlu oraz organizacji przestępczych. W czasach prohibicji 10 tysięcy osób zmarło z powodu wypicia zatrutego alkoholu. Prohibicja zaszkodziła na kilkadziesiąt lat rynkowi winiarskiemu. Przestała istnieć połowa browarów. Specjaliści i technolodzy wyjechali do Kanady.

Kiedy po 14 latach Roosevelt zniósł prohibicję powiedział:

„Myślę, że to dobra pora na piwo”,

a John Rockefeller dodał:

„Kiedy prohibicja została wprowadzona, miałem nadzieję, że będzie szeroko wspierana przez opinię publiczną i wkrótce przyjdzie ten dzień, kiedy zło wywołane przez alkohol zniknie. Powoli i niechętnie zaczynam wierzyć, że to się nigdy nie spełni. Zamiast tego, picie alkoholu powszechnie wzrosło, knajpy zastąpiły salony, pojawiła się ogromna armia przestępców, wielu naszych najlepszych obywateli otwarcie ignorowało prohibicję, szacunek do prawa został znacznie nadszarpnięty, a przestępczość osiągnęła poziom, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy”.

Dlaczego prohibicja była, jest i będzie takim niewypałem?

Bo problemu nie rozwiążą zakazy, droga na skróty, nieprzemyślane strategie ESG czy nadopiekuńcze Państwo.

Piwo towarzyszy nam od ośmiu tysięcy lat. Nie da się tego wymazać rozporządzeniem czy ustawą.

Jedyną sprawdzoną propozycją jest zdrowy rozsądek i edukacja. Odpowiedzialna edukacja. Odpowiedzialne opowiadanie, degustowanie i warzenie piwa.

To powinny być działania wyprzedzające, bo ruchy i organizacje trzeźwościowe nie wzięły się znikąd. Podobnie jak współcześni aktywiści znani z antyalkoholowych krucjat. Bardzo dobrze rozumiem ich argumenty. Najczęściej to sami konsumenci dają aktywistom broń do ręki. Czasami producenci. Najbardziej martwi mnie to, że argumenty do ręki dają sami organizatorzy kursów kiperskich i prowadzący pokazy alkoholowe – o whisky, piwie, nalewkach czy okowicie.

Dwa lata temu w Szklarskiej Porębie obserwowałem z boku warsztaty piwne dla dużej firmy.

Włosy jeżyły się na głowie.

Na samym początku spotkania gości poczęstowano piwem w plastikowych kubeczkach. Ale to był najmniejszy problem.

Na pytanie uczestnika czy po piwie bezalkoholowym można prowadzić samochód, prelegent odpowiedział, że piwo bezalkoholowe to nie piwo, a samochód można spokojnie prowadzić po piwie alkoholowym, bo to nic nadzwyczajnego. To tylko polskie prawo jest zbyt restrykcyjne.

To była dopiero rozgrzewka.

Na pytanie dlaczego piwo bezalkoholowe to nie piwo, prowadzący odpowiedział, że, cytuję, „bezalkoholowe piwo są puste jak Prezydent”.

To nie żart.

Blisko połowa uczestników, która nie wyrażała podobnych poglądów politycznych, obraziła się i opuściła salę. Druga połowa sali też nie była zadowolona, że to impreza dezintegracyjna, a nie integracyjna. Prowadzący się tym zupełnie nie przejął i dalej brnął w tego typu przykłady.

Szokująca była dla mnie również postawa jednej z największych agencji, która nie widziała problemu w tym incydencie. Ta agencja chyba nawet do dzisiaj współpracuje z tym panem.

To nie był jedyny moment, kiedy miałem ochotę dołączyć do stowarzyszenia Jana Śpiewaka.

W branży eventowej jest sporo takich gagatków, przez których rykoszetem obrywają również moje projekty. Być może odwołanie moich warsztatów na wspomnianym wcześniej evencie firmowym spowodowane było negatywnymi doświadczeniami zleceniodawcy.

Dlatego będę protestował przeciwko zakazom i ograniczeniom, ale z drugiej strony będę zachęcał do jeszcze bardziej przemyślanej selekcji ofert i podwykonawców.

Zachęcam Państwa, by przed podpisaniem umowy zadzwonić do potencjalnego zleceniobiorcy i pod przykrywką naszego zainteresowania tematem, przeprowadzić test.

Zadzwonić, a nie wysłać maila. Rozmowa telefoniczna zmusza do natychmiastowej i szczerej odpowiedzi.  Odpowiedzi na podchwytliwe pytania odpowiedzialnościowe – na tym polega ten test.

Na przykład można zadać pytanie „Czy piwo jest dobre na sen?”

Odpowiedź brzmi: nie. I taką odpowiedź powinniśmy usłyszeć.

Powinniśmy poprosić o uzasadnienie tej odpowiedzi.

Na sen wpływ mają dwa składniki piwa – chmiel i alkohol.

Chmiel ma właściwości nasenne i uspokajające. Jakość snu jest na wyższym poziomie aż do przebudzenia. Zawarta w chmielu lupulina robi świetną robotę.

Ale w piwie jest jeszcze alkohol. Alkohol również pozwala szybciej zasnąć, ale potem jest już tylko gorzej. Późną nocą i nad ranem faza snu głębokiego jest za krótka i zaburzona. Na drugi dzień pojawiają się zjazdy energetyczne i senność o nietypowych porach, które leczymy kofeiną.

Najgorsze jest oczywiście to, że regularne picie alkoholu przed snem prowadzi do alkoholizmu.

Na sen dobra może być herbatka chmielowa lub bezalkoholowa IPA, czyli piwo bardziej chmielone i bezalkoholowe.

To oznacza jednocześnie, że na wieczornych eventach nie powinno się proponować kierowcom nawet bezalkoholowego piwa z dużą zawartością chmielu. Właściwości usypiające chmielu mogą zaburzyć koncentrację podczas powrotu z imprezy.

Kolejne pytanie.

„Czy na kaca dobre jest piwo? Czy działa metoda klin klinem, czyli lecz się tym czym się strułeś?”

Odpowiedź brzmi: nie.

Osoby, które zatruły się metanolem faktycznie leczy się etanolem, ale przyczyną typowego kaca jest aldehyd octowy, odwodnienie, alkohole wyższe oraz brak snu. Pijąc alkohol na kacu dalej się odwadniamy i produkujemy aldehyd. Jedynie przeciągamy zatrucie. Lepszy jest sok z kiszonej kapusty albo sok pomidorowy, może czosnek, ale najlepszym rozwiązaniem jest w ogóle unikanie sytuacji, które doprowadzają organizm do takiego stanu. Kursy kiperskie i warsztaty warzenia naturalnie ograniczają ilość wypitego taniego alkoholu na rzecz próbek droższych i szlachetniejszych trunków.

Jeśli tak zwany klin faktycznie komuś pomaga to niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta osoba jest już alkoholikiem. Organizm traktuje alkohol jak tlen. To jest ciąg alkoholowy.

Pociągnijmy ten temat dalej. Zadajmy pytanie czy organizm bardziej toleruje piwa zasadowe czy kwasowe. Czy piwa zasadowe są zdrowsze od piw kwasowych?

Najpierw rozmówca powinien nas przekonać, że nie ma piw zasadowych. Wszystkie piwa są kwasowe. PH wynosi najczęściej od 4 do 5. Fermentacja alkoholowa zachodzi w warunkach kwaśnych.

Skąd ten mit, że istnieją piwa zasadowe? W latach 90. etykieta pewnego czeskiego piwa została źle przetłumaczona na język polski. W języku czeskim napisane było: „piwo warzone zgodnie z zasadami”, a po polsku „piwo zasadowe”.

A czy złocisty trunek lub zupę chmielową można pić na zdrowie? O właściwościach zdrowotnych można rozmawiać, ale tak jak to robi doktor Bartek Kulczyński na swoim Youtubowym kanale. Jego propozycje i spostrzeżenia na pewno nie są sprzeczne z Ustawą o wychowaniu w trzeźwości.

Jeśli szukamy porad prawnych związanych z alkoholem i ustawą o wychowaniu w trzeźwości polecam Dawida Siedleckiego. To jest radca prawny, który specjalizuje się w problemach prawnych rynku napojów alkoholowych. Dawid Siedlecki jest również autorem blogu browarparagraf.com.

Tak przy okazji. Rozmówca powinien zwrócić uwagę na określenia „złocisty trunek” oraz „zupa chmielowa” w powyższym pytaniu. To nie jest błąd, bo to są popularne związki frazeologiczne, ale specjaliści lubią się przy tych określeniach zapienić. Pedantyzm przydaje się na pokazach alkoholowych. Jeśli zleceniobiorca zwrócił na to uwagę, to znaczy, że rozmawiamy ze specjalistą.

Piwo to nie jest napój złocisty.  Mówimy oczy piwne, a przecież wcale nie mamy na myśli koloru złotego. Piwo może być słomkowe, czarne, bursztynowe, czerwone.

Do XIX wieku piwa były najczęściej ciemniejsze, mętniejsze, kwaskowe, octowe i dymne. Dopiero kiedy nauczyliśmy się w pełni kontrolować temperaturę ogrzewania, chłodzenia, suszenia słodu oraz poznaliśmy drożdże dzięki Pasteurowi i Hansenowi, mogliśmy w sposób powtarzalny tworzyć między innymi złociste piwa przez cały rok.

Piwo to nie jest zupa chmielowa. To tak jakbyśmy popieprzyli zupę pomidorową i powiedzieli, że to jest zupa pieprzowa. Chmiel to przyprawa, bo wystarczą niewielkie ilości tego surowca. Jeśli na warsztatach warzymy 10 litrów, to potrzebujemy około dwóch kilogramów słodu i na przykład tylko 10 gramów chmielu.

A co to jest piwo?

Piwo to jest sfermentowana zupa słodowa, albo sfermentowana zupa zbożowa. Piwowar nie powie zupa słodowa, a brzeczka. A zatem piwo to jest sfermentowana brzeczka. Z dodatkiem chmielu lub innych surowców.

Te inne surowce robią robotę na eventach firmowych. Prezenter powinien wiedzieć, że w ostatnich 5 latach i to tylko w samej Polsce piwa były warzone z tak dziwnymi dodatkami jak jarzębina, oscypek, sól, pomidory, ogórek, bekon, a nawet śledzie.

Piwo to nie tylko bawarskie prawo czystości piwa, czyli XVI-wieczne Reinheitsgebot i trzy surowce – woda, jęczmień i chmiel. Jeśli organizator eventu ma do zaproponowania wyłącznie klasycznego jasnego eurolagera, to impreza nie będzie dobrze oceniana przez uczestników. Przez ostatnie 10 lat wiele zmieniło się w świadomości konsumentów oraz uczestników imprez firmowych. Goście bardzo dobrze orientują się w piwnych stylach i podziałach na górną i dolną fermentację.

Jeśli goście wyczują fałsz ze strony samozwańczego sommeliera, sensoryka czy kipera, pozostanie niesmak dosłownie i w przenośni.

Zapytajcie się szkoleniowca, co robi z resztkami po warzeniu, albo źle uwarzonym piwem. W branży piwowarskiej zasada Zero Waste obowiązuje od tysiącleci.

Z resztek po filtracji zacieru możemy przygotować pizzę lub ciasteczka. To może być pasza dla zwierząt. Na te resztki słodu mówimy wysłodziny lub młóto.

Niezbyt udane piwo po warzeniu wcale nie musi być wylewane. Niefiltrowane piwo świetnie sprawdzi się w ogrodzie – jako nawóz, repelent na szkodniki, środek czyszczący, a przede wszystkim jako środek do pielęgnacji roślin doniczkowych. W niefiltrowanym domowym piwie znajduje się sporo drożdży, białka, cukrów i składników mineralnych.  Piwo do takich zastosowań powinno być odgazowane i rozcieńczone wodą.

Dużo tych informacji. Bardzo dużo.

Zmęczony taką rozmową zleceniobiorca nie powinien zapomnieć o umowie do podpisania. W umowie powinna być gwarancja pełnoletności uczestników eventu. Tego nie wymaga ustawa o wychowaniu w trzeźwości, natomiast pełnoletność uczestników wpływa na komfort pracy prelegenta. Standupowy roast też byłby drętwy, gdyby Paczesiowi, Szumowskiemu, Rucińskemu czy Abelardowi Gizie ktoś posadził przedszkolaków w pierwszym rzędzie.

Zachęcam Państwa, by mnie również sprawdzać i testować w podobny sposób. Warto mnie sprawdzać i testować jeszcze przed imprezami, przed podpisaniem umowy, ale również na samych eventach, których mam nadzieję, będzie w tym roku dużo. Dzięki Forum Branży Eventowej możecie mnie państwo sprawdzać i testować już za chwilę i przez cały dzień przy stanowisku Browarnicy.pl . Zapraszam.

Dziękuję za uwagę. Zapraszam do mojego stanowiska oraz na moje pokazy w przyszłości.

Michał Kopeć, Browarnicy.pl, browarnicy.pl@gmail.com

#forumbranzyeventowej #FBE #FBE2024 #eventy #eventyfirmowe #degustacje #piwo #kursykiperskie #warsztatykulinarne